Kawałki

The Final Countdown. „Kosmos” albo misterium Garbaczewskiego w Teatrze Starym

25 listopada 2016
Kosmos Garbaczewski Teatr Stary

Zaczyna się odliczaniem przypominającym znane z filmów sceny startu wahadłowca. Odliczaniem, które wprowadza w stan hipnozy. Niski męski głos zza sceny prędko nakreśla czasoprzestrzeń (październik, Zakopane) a następnie zderza bohatera i widza („jak tylko powiem dziesięć”) z zagadką, od której wszystko bierze swój początek (powieszony wróbel). Słowem: wyrzuca w „Kosmos”.

Czytaj dalej…

Książki

Między nami dobrze nie jest. O „Piątej łodzi” Moniki Kompanikovej

8 listopada 2016
dziewczynka na plaży

Są takie historie, których nie mógłby opowiedzieć dorosły. Byłyby zbyt ckliwe, banalne. Albo przeciwnie – zbyt dosadne w swej szczerości i ponure. Dziecięca percepcja łapie świat przez grube sito a rejestr języka wyostrza obraz, odmienia perspektywę. Chwyt polegający na użyciu w powieści świadectwa dziecka dystansuje dorosłego narratora wobec przedstawianego świata. Z czytelnikiem temu chwytowi podlegającemu jest inaczej – niebezpiecznie się do bohatera zbliża. Ta niepokojąca perspektywa, którą znamy choćby z „Blaszanego bębenka” zakłóca proces lektury, jak to sobie wymyślił Wiktor Szkłowski, motywując jednocześnie odbiór dzieła. Dziecko nie rozumie wszystkiego. Widzi wystarczająco wyraźnie, by zarysować przestrzeń zdarzeń, ale to czytelnikowi pozostawia ich, często kłopotliwą, interpretację. I tylko świadomość istnienia tej nadrzędnej, dorosłej perspektywy, kontrolującego oka, ratuje co bardziej empatycznych odbiorców, dając pewność, że wszystko zakończy się jednak happy endem.

Czytaj dalej…

Kawałki, Kino

Personel i Artyści. Na bekstejdżu

21 października 2016

Zaglądanie za kulisy to chwyt równie produktywny co sztampowy i ograny. Wdzięczny motyw farsy, obficie raczący widzów krotochwilnym qui pro quo. Raz, że rozluźnia przeponę a dwa – pozwala zaspokoić wojerystyczne popędy. Bo przecież chodzi o to, by zaserwować widowni najbardziej bezbronnego aktora – najlepiej w samych gatkach, gdy niespiesznie zmywając makijaż wypoczwarza się z roli.

Czytaj dalej…

Kino

Why so serious? O irracjonalnej recepcji „Nieracjonalnego mężczyzny” Woody’ego Allena

11 października 2016
woody allen nieracjonalny mężczyzna recenzja

Problem recepcji „Nieracjonalnego mężczyzny” polega na tym, że wszyscy krytycy wzięli ten film bardzo serio. Zamiast się troszkę na seansie rozluźnić, ze wstydu chowali twarz w dłoniach a potem całkiem poważnie analizowali nie tylko motywy działania bohaterów (tzw. psychologizm postaci), ale również prawdopodobieństwo ich zaistnienia w świecie rzeczywistym (czy Allenowi naprawdę się wydaje, że tak wygląda życie na kampusie?!). Pieczołowicie wytknęli również dziadkowi Woody’emu braki w scenariuszu (jakby pisanemu przez średnio uzdolnionego adepta kursów kreatywnego pisania) oraz anachroniczny sposób, w jaki ten film nakręcił (zapewne spieszył się do domu oglądać mecz w tv). Te dąsy mają niestety takie samo uzasadnienie jak pukanie się w głowę nad ucieczką Wojciecha Zdarzyńskiego balonem na księżyc. Zamieszkany przez Sielan. W 1785 roku…! Hola, hola, jaki księżyc, jacy Sielanie?!

Czytaj dalej…

Książki

Kiedy serce to samotny myśliwy. O debiucie literackim Radki Franczak

1 sierpnia 2016
Las w deszczu

Młoda kobieta z bagażem trudnych doświadczeń, które pomogły jej nauczyć się, jak podążać za głęboką mądrością. Tak, trochę patetycznie a trochę baśniowo można by przestawić – parafrazując słowa pewnej amerykanki – Wikę, główną bohaterkę „Serca” Radki Franczak. Świetnej kobiecej powieści inicjacyjnej zupełnie niezauważonej przez krytyków (poza Konradem Zychem) i, co dziwniejsze, krytyczki.

Czytaj dalej…

Książki

Nie widzę tu żadnego pogodnego obrazka. O ciemnym pokoju Mariusza Szczygła

5 lipca 2016
Samotny mężcznyzna kawiarnia witryna ulica

Mariusz Szczygieł wydał prawdy zebrane. Niektórych to trochę rozdrażniło (czyżby tych, którzy utyskiwali na niedawną „Księgę” Springera?), innych zachwyciło. Wśród krytyk, recenzji i notek prezentujących walory tomu czwartkowych felietonów, przewija się jak mantra wypowiedź autora o źródle inspiracji „Projektu: prawda”. Najczęściej podparta ładnym cytatem z tegoż źródła pochodzącym. Tak, odkrył Mariusz Szczygieł w „Portrecie z pamięci” Stanisława Stanucha to słynne zdanie, które poderwało go (z kanapy – dosłownie oraz bezczasu – w przenośni) do działania i zapoczątkowało serię tekstów w „Dużym Formacie”. Bo odtąd (czyt. po lekturze powieści Stanucha) wszystkich napotkanych ludzi (taksówkarzy, profesorów, redaktorów, chłopców w barze) pytał Mariusz Szczygieł o ich życiowe prawdy, a potem nam te prawdy (w miarę możliwości i rozsądku), poprzez krótkie portrety tychże ludzi, prezentował.

Czytaj dalej…