Książki, Sztuki wizualne

Jak przejąć kontrolę nad językiem, nie wychodząc z bloku. O potrzebie samokrytyki w recepcji sztuk krytycznych

16 maja 2017
sztuka krytyczna

Jan Sowa na łamach „Dwutygodnika” zarzucił niedawno debiutowi Doroty Masłowskiej klasizm. A więc po kilkunastu latach od wydania „Wojny polsko-ruskiej” wciąż należy przypominać, że autorka nie tyle krytykuje w niej jakiekolwiek środowisko, ile zwraca uwagę  na opresyjność języka, który przejmuje nad nim władzę. Silny nie jest u Masłowskiej przedmiotem krytyki a nośnikiem mechanizmów tej krytyce poddawanych. Autorka – wbrew pozorom – bierze go w obronę.

Czytaj dalej…

Kino, Sztuki wizualne

Zardzewiałe nożyce selfie-feminizmu albo „Szatan kazał tańczyć” inaczej

10 maja 2017
selfie-feminizm

Krytyka nowego filmu Katarzyny Rosłaniec jest jak walenie na oślep w stół, na którym leżą zardzewiałe nożyce. Ich ostrze mocno stępiło się minionej zimy w dyskusji o selfie-feminizmie inspirowanej po części wystawami „Przyjaźni moc” oraz „Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Intymność jako tekst”, na której pojawiły się m.in. prace Audrey Wollen.

Czytaj dalej…

Książki

Blue Period. O „Całym życiu” Roberta Seethalera

7 maja 2017
Seethaler Całe życie powieść

„Całe życie” austriackiego pisarza Roberta Seethalera znalazło się na zeszłorocznej krótkiej liście nominowanych do Międzynarodowej Nagrody Bookera. Najlepsza zdaniem jury okazała się ostatecznie „Wegetarianka” Han Kang, przez którą od kilku miesięcy mozolnie brnę. Powieść Seethalera oporu nie czyni, sforsować pozwala się chyżo dosłownie w kilku susach. Ale błoga wycieczka po alpejskiej łące (cyt. za „Süddeutsche Zeitung”, vide: blurby) bynajmniej to nie jest. Lektura „Całego życia” przypomina raczej jedno z ryzykownych zajęć, którym główny bohater powieści, Andreas Egger, zarabia na chleb – konserwację kolei linowej. Łatwo wleźć, gorzej ze schodzeniem. A gdy już tak człowiek siedzi w tej lichej uprzęży, uwalniając z zaskorupiałego ptasiego łajna liny i przeguby dźwigarów, górskie powietrze destyluje większość błahych myśli. Pozostaje wyłącznie czysty smutek.

Czytaj dalej…

Książki

Gęba pełna miasta. Katarzyna Twardowska o „Berlinie” Jakoba Heina

11 kwietnia 2017
Jakob Hein Berlin Hipsterska stolica Europy

Mniej więcej rok temu WUJ wydało „Berlin” Jakoba Heina. Autor oprowadza po stolicy Niemiec poprzez zmysły, co teoretycznie czyni jego „przewodnik” unikalnym i niepodważalnym. Przybliżając czytelnikom porządek i kierunek kolejnych linii metra, kojarzy je z odpowiadającymi im zapachami. U1 to kmin rzymski, którego woń płynie do wagonów z położonych przy trasie tureckich sklepików. U2 to ketchup, którym polewa się zakupione przez turystów hamburgery, kiełbaski i frytki. U3 to zioła prowansalskie, U7 – tymianek z nutą pieprzu cayenne. Pysznie, co? Tyle że to historia równie piękna, co nieprawdziwa.

O książce Heina, Berlinie i jego zapachach, smakach oraz niewyparzonych gębach opowiada Katarzyna Twardowska.

Czytaj dalej…

Kawałki

Narratologia krytyka, czyli dobrze wpaść na żubra

7 kwietnia 2017
maciej stroiński

Nie mam pojęcia o marketingu, ale funkcjonuje w nim dość ostatnio modne, zapożyczone z lekcji poetyki (i „Poetyki”) pojęcie – storytelling albo, bardziej po polsku, narratologia. W skrócie idzie o to, że reklamodawcy zamiast namawiać nas wprost do kupienia piwa, opowiadają nam historie o szczęśliwych, mimo lekkiej ociężałości, żubrach.

Główna zasada storytellingu głosi, że podziwiamy kogoś bardziej za to, że się stara, niż za to, że mu się udaje. To by w sumie tłumaczyło, dlaczego tak nieoczekiwanie wpadłam w sidła Macieja Stroińskiego. Sidła nota bene całkiem cozy, modne i wygodne. Ale po kolei.

Czytaj dalej…

Książki

Styl to treść! O złudzeniach Lucy Barton („Mam na imię Lucy” Elizabeth Strout)

4 kwietnia 2017
Elizabeth Strout Mam na imię Lucy

Spotkanie z Lucy Barton podgrzało moje uczucia do blogosfery, która odważyła się na samodzielność myślową i – wbrew lansowanym w mediach opiniom – dojrzała (chociażby tu i tu), że król jest nagi. Okrzyknięta przez dziennikarzy „Wyborczej” wydarzeniem roku, swoistym must have minionego sezonu, powieść Elizabeth Strout „Mam na imię Lucy” to literatura przeciętna. Nie dość, że trudno zgodzić się z czymkolwiek, co recenzenci tak pięknie w laudacjach wypunktowali, a do czego ta książka jedynie aspiruje, to na domiar złego jest to powieść niespecjalna, płaska (znamienne, że brak literackiego polotu zastąpiony został w omówieniach książki uprzedzającymi możliwe wątpliwości czytelnika epitetami: kameralna, minimalistyczna etc.).

Czytaj dalej…

Książki

„Disko” czyli efekt stroboskopowy. O debiutanckiej powieści Anny Dziewit-Meller

14 marca 2017
reklamy z lat 90-tych

Uciekam na moment od głośnych literackich nowości i Krakowa. W krótkim wypadzie do Katowic towarzyszy mi debiutancka powieść „Disko” Anny Dziewit-Meller, nominowana w 2013 roku do Nagrody Literackiej Gryfia (obok „Bach for my baby” Justyny Bargielskiej, „Ciemno, prawie noc” Joanny Bator czy „Pasji według św. Hanki” Anny Janko; nagrodę tak czy owak zgarnęła wówczas Zyta Oryszyn za „Ocalenie Atlantydy”). Nieprzypadkowo wiozę „Disko” do Kato, bo akcja tej „brawurowej farsy o pedofilu” (jak głosi notka towarzysząca nominacji do nagrody) rozgrywa się właśnie na Śląsku. W latach 90-tych. Podobno.

Czytaj dalej…

Książki

Kto jest kim w prozie polskiej. O pierwszym spotkaniu z Maciejem Miłkowskim

8 marca 2017
Kraków, Kazimierz

Snuję fantazję o długim, błyskotliwym i wyczerpującym tekście na temat opowiadań z „Drugiego spotkania” Macieja Miłkowskiego. Roi mi się recenzyjka, w której doniosę o stylistycznych zabiegach, dowiodę narracyjnych trików i dam świadectwa intertekstualnych gier autora. Palę się doń (do tekstu), żywą chęcią płonę. Chęć ta jednak, psiamać, pracy mi nie słodzi. Za to fantazja (kolejna, a dużo ich coś wokół Miłkowskiego) o tej pracy rozmyślnym porzuceniu – owszem, kojąca. Bo napisać ten tekst to byłoby tak, jakby rolkę sushi nożem wzdłuż rozkroić, rozwinąć, rozgrzebać i po kolei z osobna ingrediencje łykać. Barbaria!

Czytaj dalej…

Książki

Nie wychodzi się z drzewa środkami drzewa. Michał Cichy i jego Paterson

7 marca 2017
Michał Cichy "Pozwól rzece płynąć" Jim Jarmusch "Paterson"

Nowa książka Michała Cichego „Pozwól rzece płynąć” to, najskromniej rzecz ujmując, collage zmysłowych doświadczeń Warszawy (ściślej: warszawskiej Ochoty), sampling codziennych głosów miasta i kronika nieuchronnie traconego czasu. Collage żywi się różnorodnością materiałów i tworzyw, drobiazgami, fragmentem. A ponieważ wybrał sobie autor fragment jako metodę zapisu oraz kompozycyjną zasadę tekstu, to tę książkę myśli się właśnie tak, jak została napisana – urywkowo, krok po kroku, sukcesywnie. Tak też chciałabym o jej lekturze opowiedzieć.

Czytaj dalej…

Książki

Najgorszy uczeń w klasie. O miłosnej korespondencji Iwaszkiewicza

2 marca 2017
Wszystko jak chcesz, Jarosław Iwaszkiewicz, Anna Król

Nie analizuje się najintymniejszych pożegnań, wyznań miłości i bezsiły, pisał o poemacie Miłosza „Orfeusz i Eurydyka” Dariusz Czaja (więcej o utworze w poprzednim wpisie). Czyżby? Roland Barthes był zgoła odmiennego zdania. Więcej – wywrócił miłosny dyskurs na nice, rozłożył go na czynniki pierwsze – gesty, westchnienia, afekty. Trudno tak wysoko podniesioną poprzeczkę przeskoczyć. Pozostaje się do niej jedynie przymierzyć. Listy Iwaszkiewicza zebrane przez Annę Król w tomie „Wszystko jak chcesz” z „Fragmentami dyskursu miłosnego” czyta się idealnie. Barthes pozwala przez Iwaszkiewicza przepłynąć, ale – nie da się ukryć – na wdechu. Długość oraz intensywność lektury zależą od tego, jak dobrze radzimy sobie bez akwalungu.

Czytaj dalej…