Książki

Całkiem serio

7 listopada 2017
krótka przerwa suchecka szostak

Gdyby Suchecka z Szostak przegadały prezentowane w jednym z odcinków Krótkiej Przerwy książki, mając już za sobą, jak pokazują w filmiku, lekturę kilku krytycznych tekstów na ich temat, zdałyby sobie sprawę, że pakiet Smith + Sajewicz może uchodzić za całkiem nieprzypadkowy.

Zarzucając „Republice świecidełek” Pawła Sajewicza nadprodukcję wątków i postaci, Maciej Jakubowiak odwołuje się w recenzji książki (skądinąd poza 2T gremialnie zignorowanej przez media i blogosferę, a szkoda) do nurtu tzw. realizmu histerycznego. Najdonioślejsze realizacje tego nurtu, charakteryzowanego, w uproszczeniu, przez nadmiar prawdopodobnych lecz bezprzedmiotowych w swym zagęszczeniu zdarzeń, przypisywane są autorom powieści o dość zuchwałych ambicjach poznawczych, m. in. Zadie Smith właśnie.

Wedle Jakubowiaka Sajewicz – który trzy lata temu, również na łamach 2T, ów nurt pokrótce i nie bez fascynacji charakteryzował – kroczy śladami brytyjskiej pisarki tyleż ambitnie co nieporadnie. Co ciekawe, samej Smith w jednej z recenzji „Swing Time” (w 2T) także się za histerię dość mocno obrywa. Najder próbuje udowodnić, że autorka „Białych zębów” wyprodukowała dziełko tak doszczętnie nabite paplaniną, emfazą i traumami, że mogłoby robić za podanie do MOPS-u. Cóż, realizm histeryczny, co zresztą doskonale widać w rozbieżnych recenzjach najnowszej powieści Smith, ma zarówno rozbujanych w rytmie swinga wyznawców, jak i zaciekłych przeciwników.

Sajewicza, jako zadeklarowanego wyznawcę, pozycjonuję gdzieś pomiędzy ostatnimi powieściami Żulczyka i Muszyńskiego oraz debiutem Cieplak. Jednak to, czym mnie od pierwszych stron „Republika świecidełek” ujęła, okazuje się niejako hasłem programowym autora albo jego deklaracją wobec polskiej prozy w ogóle. Mimo eksplozywnego nadmiaru jest w „Republice” jednak pewien brak, a mianowicie: brak fetyszy, „po które zwykle sięga intelektualista, gdy chce uchwycić ducha czasu”. W 2014 roku mogły to być, jak wyliczał histeryczny debiutant, „karty doładowań z Play, tipsy i tlenione włosy”, dziś – to już moja intuicja – wszystko, co wyżąć można z felietonów Masłowskiej.

Tymczasem, nadal cytując rzeczonego histeryka, „nie da się już opowiedzieć Polski – współczesności widzianej środkowoeuropejskimi oczami – za pomocą dobitnej groteski, dystansu, za pomocą kolejnej historii o «mojej rodzinie» czy tego «gdzie byłem»”. Nie da się, ale się opisuje – z jednej strony wciąż drwiąc z korporacyjnego prekariatu zasiadającego po robocie do „Kuchennych rewolucji”, a z drugiej – kapitalizując nostalgię za ejtisami i najtisami. Trzecią stronę („gdzie byłem”) obrabia na boku reportaż.

Swoją drogą, ciekawe, jak Masłowska z pisarki niewygodnej stała się pupilkiem wspomnianych intelektualistów Sajewicza, którzy – gdy postanowią naprawdę ostro się zabawić – fetyszyzują się, włączając odcinek „Pierwszej randki”. Trochę to przypomina scenę z nowego, świetnego filmu Millsa o późnych latach 70-tych, w której bohaterka próbuje poczuć ducha epoki, analizując w domowym zaciszu intencje hardcorowego Black Flag:

Można powiedzieć, że z postmodernizmem i realizmem histerycznym było jak z punkiem i post-punkiem, komentuje Sajewicz. Punki – dzieciaki gotowe przylepić sobie na czoła swastyki, byle tylko wkurzyć swoich starych – pozostawiły po sobie mnóstwo świetnych singli, ale ich rewolucja nie przeżyła swojego dnia chwały. Dopiero na trupie punka miał szansę narodzić się post-punk, hybryda starego z nowym. Coś podobnego przydarzyło się literaturze, gdzie najpierw był realizm, potem noveau roman/postmodernizm (wraz z którym ogłaszano zmierzch tradycyjnej literatury), a wreszcie realizm histeryczny. Tyle że w Polsce (…) lata 60. nigdy się nie skończyły. Przynajmniej oceniając według zasad rządzących współczesną prozą.

Właśnie, Masłowska była kiedyś Black Flag. Tymczasem, oglądając głównie telewizję, przegapia chyba dość frapujący moment, w którym Silny po piętnastu latach wylazł z „Wojny” i przechadza się po wybiegu u Tomasza Armady. I to całkiem serio!

Literatura też chce być serio, i dobrze. Dlatego, mimo że zgadzam się z Jakubowiakiem w kwestii wszystkich słabości, które stały się udziałem „Republiki świecidełek” uważam, że Sajewicz zrobił dobrą robotę dla powieści w ogóle.

*

Republika świecidełek Paweł SajewiczWracając do książki – czytając „Republikę świecidełek” w perspektywie „Wzgórza psów” nie sposób nie zauważyć, że główni bohaterowie Sajewicza i Żulczyka są do siebie bardzo podobni, łączą ich nie tylko te same zawody (stołeczna dziennikarka i pisarz), ale też spontaniczny pomysł na rozwiązanie życiowych problemów (powrót na prowincję). Żulczyk ubiera to w gatunek, w którym świat przedstawiony wykrzywia się i przejaskrawia, o czym dość obszernie zresztą pisałam. Gdyby scenarzysta szkolnych zagadek kryminalnych dojrzał i zechciał wreszcie pisać dla dorosłych – byłby Sajewiczem.

„Republice” blisko też do „Fajrantu” Muszyńskiego ze względu na przekonanie, które zdradzają autorzy obu książek, że pisanie o polskiej prowincji bez zrozumienia globalnego kryzysu jest co najmniej naiwne. „Jesteśmy podpięci do świata 24/7, globalne problemy są naszymi problemami”, pisze Sajewicz. Los małych przedsiębiorców Miasteczka u Muszyńskiego zależy przecież także od tego, ile zarabiają kobiety w Birmie. Choć to, gdzie się rodzimy i jakim autem jeżdżą nasi starzy, w równym stopniu determinuje nasz los (i tu Sajewicz, włączając do powieści postać Michała Beli, kuma się z Anną Cieplak, patrz: wywiad).

*

Przez pewien czas wydawało się, że miejsce literatury zajęła kultura obrazu – jako sposób pokazywania świata i opowiadania o nim, pisze Ryszard Koziołek […] Dziś znów uważam, że nic nie zastąpiło literatury i nic nie jest w stanie jej zastąpić.

Nawet seriale.

I może nawet nie ulubiony serwis porno, w którym Sajewicz spotyka Gretkowską.

Fot. Krótka Przerwa / YouTube

Zobacz, o czym jeszcze piszemy

1 Komentarz

  • Odpowiedz Suchecka 8 listopada 2017 at 21:10

    Dotąd sie cieszyłam, ze zdążyłam z lekturą przed krytycznymi recenzjami. Byłabym na pewno uprzedzona, a tak – choć zgadzam sie z częścią krytyki – przeczytałam powieść bez ciśnienia i bez dodatkowych oczekiwań. Ale gdybym miała żałować, ze czegoś nie przeczytała wcześniej, to wlasnie Twojej analizy, bo rzuca na te ksiqzki ciekawe światło. Serdeczności!

  • Zostaw komentarz