Kawałki

The Final Countdown. „Kosmos” albo misterium Garbaczewskiego w Teatrze Starym

25 listopada 2016
Kosmos Garbaczewski Teatr Stary

Zaczyna się odliczaniem przypominającym znane z filmów sceny startu wahadłowca. Odliczaniem, które wprowadza w stan hipnozy. Niski męski głos zza sceny prędko nakreśla czasoprzestrzeń (październik, Zakopane) a następnie zderza bohatera i widza („jak tylko powiem dziesięć”) z zagadką, od której wszystko bierze swój początek (powieszony wróbel). Słowem: wyrzuca w „Kosmos”.

Krzysztof Garbaczewski w nowym spektaklu traktuje widza partnersko. Zakłada, że odrobił swoją lekcję i przychodzi do teatru z lekturą zapoznany. Niewiele tłumaczy, raczej omawia wybrane wątki, robiąc do nich przypisy. Daje wskazówki, komentarze, zdradza prywatne marginalia. Sieje wątpliwości. By wejść w jego „Kosmos” trzeba Gombrowicza znać, bo Garbaczewski pozwala go sobie ledwie przypomnieć, wrócić myślą do pewnego października w Zakopanem, gdy niejaki student Witold… etc. Nad sceną wiszą (nomen omen) symbolicznie kluczowe elementy historii – wróbel, kot, strzałka, usta Katasi. Wokół nich rozkręca się cała zabawa.

__________________

„Czy kiedy patrzysz w rój gwiazd na czarnym niebie, naprawdę myślisz, że Mały Wóz i Gwiazda Polarna poprowadzą cię do domu?”

 

Mając w pamięci świetną i autonomiczną zupełnie względem powieści ekranizację Żuławskiego, weszłam w „Kosmos” Garbaczewskiego z dystansem, ryzykując myśl, że sen, surrealizm i farsa, sięgająca nawet po Kubusia Puchatka, okazały się wyjściem awaryjnym w nierównej potyczce z Gombrem. Ale potem, nagle, w olśnieniu związanym z powieszeniem Ludwika, przyszła myśl, z czym na tej scenie obcuję. Otóż Garbaczewski wystawił misterium.

Witold w Starym nie jest – jak u Żuławskiego – Artystą a Everymanem, Jedermanem, Każdym. Człowiekiem poszukującym wiary i sensu w surrealistycznym śnie, do którego został wprowadzony przez nieznaną siłę, hipnotyzujący, nieznoszący sprzeciwu Głos, łudzący ukojeniem. Garbaczewski, jak sam przyznaje, bezpowrotnie spycha swego Everymana „w przepaść, w czarną dziurę bytu, gdzie to, co jest, jawi się jako przedmiot czystej kontemplacji – zimny, bezosobowy, pozbawiony jakiegokolwiek odniesienia”. Garbaczewski odbiera tym samym grunt, na którym Człowiek „mógłby na nowo odzyskać kontakt ze światem i sobą samym”.

Średniowieczne misteria rezygnowały z fabuły i łatwych, linearnych powiązań między poszczególnymi scenami. Łączność pomiędzy epizodami zapewniał tylko „prowadzący grę” komentator (Głos). „Kosmos” Garbaczewskiego jest gorączkowy, febryczny. Rozgałęzia się w wieloznacznościach jak kaligramy Appolinaire’a czy wiszące nad sceną mobile – emblemat hipertekstu. ROZGWIEŻDŻA SIĘ zachowując przy tym charakter symboliczny. Bo Gombrowicz zostaje w Teatrze Starym odsączony aż do esencji, nabierając charakteru alegorii.

__________________

„Kosmos” Garbaczewskiego jest gorączkowy, febryczny. Rozgałęzia się w wieloznacznościach jak kaligramy Appolinaire’a czy wiszące nad sceną mobile – symbol hipertekstu. ROZGWIEŻDŻA SIĘ

 

Akcja przedstawienia co chwilę przenosi się poza główną scenę (obserwujemy ją wtedy dzięki transmisji wideo) albo rozgrywa symultanicznie zgodnie z zasadą misterium, które dąży do odwzorowania pełni świata realnego. W świat przedstawiony zagarnięta zostaje również widownia – zanurzona w szaleństwie planet, postaci i stroboskopów. Czas, zapętlony w nieustannym obrocie sceny, także kwestionuje swoją linearność. U Garbaczewskiego ma charakter sakralny – ukazuje wieczność i jednoczesność (multilinearność).

Mając w głowie zgrzyt związany z farsą bembergowania uzmysławiam sobie, że średniowieczne misterium posługiwało się przecież aktorem-amatorem, angażowało mimów i żonglerów. Ewoluowało w kierunku burleski, w której sceny ewangeliczne mieszały się z komicznymi, profanum ścigało sacrum, doprowadzając do autodestrukcji gatunku – Kościół zakazał ostatecznie wystawiania misteriów. Garbaczewski, sięgając do chrześcijańskiego widowiska niejako w całej jego historycznej rozciągłości, wpisuje się wręcz modelowo w tradycję tego typu przedstawień. Co więcej, w sposób odkrywczy misteryjność „Kosmosu” (jako traktatu o religii wpisanego w reailistyczno-obyczajową fabułę) w ogóle uwidacznia.

*

I jeśli cokolwiek po spektaklu Garbaczewskiego pozostawia mnie z niedosytem, to  jest to Jaśmina Polak, która nie oddaje tej właściwej dla Witolda, bliskiej szaleństwa gonitwy myśli, którą tak świetnie u Żuławskiego zilustrował Jonathan Genet. Nie unosi jeszcze tej roli językowo, odzierając gombrowiczowskie frazy z charakterystycznego rytmu, który nie umknął świetnemu Romanowi Gancarczykowi w roli Leona.

 

Fot. Przemek Krzakiewicz /Stary Teatr

Zobacz, o czym jeszcze piszemy

2 Komentarze

  • Odpowiedz Aleksandra Placek 27 listopada 2016 at 17:14

    Moim zdaniem Jaśmina Polak poradziła sobie świetnien w tej roli. Nie bez powodu została do niej wybrana aktorka o tak wyrazistej i pociągającej osobowości scenicznej, czego obecnie nie widzimy u wielu artystów. Zestawienie tych dwóch adaptacji jest krzywdzące dla jednego i drugiego. Jak słusznie zauważyłaś, Garbaczewskiego „Kosmos” to misterium, które jest traktatem o religii, czego w filmie Żuławskiego nie zobaczymy, bo bierze Gombrowicza „w całości”. Warto może jednak zastanowić się dlaczego męską rolę odgrywa kobieta, przypadek? Nie sądze. Jaśmina zabiera nas z całą swoją uwodzicielską, dziewczęcą manierą w senną podróż w „Kosmos”, aby uśpić naszą czujność na to co znane, i szokować raz po raz interakcją z pozostałymi aktorami w psychodelicznej scenerii, gdzie język spada na drugi plan, a ważne staja się to, co zobaczone.

    • Odpowiedz Monika Ochędowska 28 listopada 2016 at 10:01

      Nie wiem, czy to jest w ogóle możliwe, by w dialogu z Gombrowiczem unieważnić jego język, skoro to w języku buduje się „Kosmos”. W powinowactwach, w analogiach, w brzmieniach. W ustach.
      Jaśmina Polak wypada z rytmu języka, ale mimo to próbuje oddać gorączkę Witolda, która w grze ciała pozostaje. Zgodzę się, że ona jest bardziej w tych przerośniętych dłoniach niż w gębie, ale dla mnie byłoby idealnie, gdyby była i w jednym, i w drugim.

    Zostaw komentarz