Kadry, Książki

Nieprzyzwoite zajęcia Wojciecha Nowickiego. Kęs pierwszy

12 października 2015
American Horror Story, Fox TV

Wyczerpujące jest bycie Wojciechem Nowickim, zdradza blurb Filipa Springera. Pasjonujące, ale i wyczerpujące. Rozumiem, że z troski o wyniki sprzedażowe „Odbicia” na tymże subtelnym obnażeniu kondycji autora wobec ciekawskiego czytelnika musi blurb (i Springer) poprzestać, zdawkowo obiecując, że zawartość czyta się zachłannie. Gdybym tak jednak po jankesku uparła się, że oczekuję od blurba tego, czego od kubeczka, w którym kupiłam właśnie kawę na wynos, to powinien on również zawierać ostrzeżenie, że oto impulsywna pokusa bycia czytelnikiem ww. pozycji wydawniczej skaże mnie (przynajmniej na czas lektury) na to samo wyczerpanie, które przewlekle dotyka autora… I, for Chrissake, proszę mi przy tym nie sugerować zachłanności!

Pora przestać połykać i pożerać, a zacząć skubać i drobiazgowo przeżuwać, powrócić przy czytaniu dzisiejszych autorów do niepróżnującego próżnowania dawniejszych lektur – wstąpić do klanu arystokratycznych czytelników – Roland Barthes „Przyjemność tekstu”

Ja od razu rzetelnie uprzedzam – „Odbicie” to lektura dla czytelniczej arystokracji. Ot, proszę choćby zerknąć do źródeł (zaraz za blurbem) a następnie przeskoczyć do strony czterdziestej i zastanowić się nad możliwym skojarzeniem zamieszczonej tam fotografii z „Przygodami Sherlocka Holmesa”. I co? No dobrze, skoro już zaczęliście oglądać zdjęcia, przewertujcie dla nich od razu całą książkę, nawet kilkakrotnie.

Skaza i transgresja

Oglądane po raz pierwszy fotografie „Odbicia” wzbudzają niepokój podobny temu, jaki towarzyszy seansowi 4 sezonu „American Horror Story”. Babochłopy, karły, dziwolągi, szaleńcy, syfilitycy, pijacy i udające żywych trupy. Do tego Żydzi, Cyganie, Łemkowie. W „Odbiciu” widzimy Innego. A dystans, jaki się wobec niego rodzi w naszej głowie, potęguje wiek fotografii (sepia tworzy klimat) oraz jej ułomność, jakaś skaza. Bo wspólnym mianownikiem wszystkich zdjęć z archiwum autora, ich bohaterką, jest niedoskonałość. Nie tylko ta fizyczna, czyli kiepski stan, w jakim zachowało się zdjęcie. Bardziej niedoskonałość kadru zdradzająca kiepskie oko fotografa. I wreszcie – niedoskonałość samych bohaterów Nowickiego. Ambiwalentnych i niejednoznacznych.

Można uznać, że zawodowy fotograf obrał „nieprzyzwoite zajęcie”, jeśli wyszukuje tematy cieszące się złą opinią, stanowiące tabu i będące „na marginesie” życia społecznego – Susan Sontag „O fotografii”

Zdjęcia oraz ich historie wychodzą tu bowiem poza pewien margines, dotykając często kwestii pobocznych, przeważnie wstydliwie omijanych. Dotyczą peryferyjnych obszarów życia albo jakiejś niewiadomej, tajemnicy. Począwszy od takiej prozaicznej, której istnienie wymusza mieszczańska pruderia (nagość, seks, perwersja), poprzez tabu (hermafrodytyzm) aż po kwestie natury egzystencjalnej (czas, nieobecność, śmierć).

Nowicki pozwala swoim bohaterom zakwestionować pojęcie normatywności współczesne nie tylko ichniejszym czasom. Bo jakkolwiek dokumentujący swój wzwód pan mecenas nikogo już dzisiaj tak wielce nie bulwersuje, to fotografowanie niemowlęcych zwłok tak, by zachowały pozór życia, wydaje się nam na ogół co najmniej niestosowne. I jest w tym akcie zwrotnej transgresji niezwykła przenikliwość, finezja, ale i (na szczęście) mnóstwo czułości.

Through the Looking-Glass, and… What We Found There

Nie tylko zdjęcia są tu jednak jakimś obrazem przekroczenia. Również gęsta narracja esejów, dla których zamieszczone fotografie wydają się czasem jedynie pretekstem do snucia kolejnych historii, zawiera pewne pułapki i bariery, które czytelnik będzie usiłował pokonać. Bo poza „Odbicie” ciągle się wychodzi. „Odbicie” to lektura fragmentaryczna, nielinearna i wielowymiarowa. Do tego niespieszna. Książka do skubania i żucia. Do zerkania. Ja, czytając Nowickiego, nieustannie wyskakuję z tekstu, odkładam go na kilka dni, tygodnie. Bo zmusza mnie autor do podróży, poszukiwań i uzupełnień. Podążam więc za nim do Gliwic na wystawę poświęconą Wilhelmowi von Blandowskiemu, podglądam rekordy życiowe Stanisławy Walasiewicz, urządzam prywatną retrospekcję twórczości Anety Grzeszykowskiej. Przerwę w lekturze wypełniają mi setki wygooglanych zdjęć dzięki którym te, zamieszczone w książce, zyskują nowe (nomen omen) odbicia, nowe perspektywy. Zaskakującą dynamikę. Ta książka od czytelnika wiele wymaga i z czytelnikiem walczy, prowokując nie tylko tematem, ale też koniecznością czynienia własnych studiów, marginaliów. Ale jeśli godzimy się na tę nierówną walkę, w nagrodę otrzymujemy od Nowickiego doskonałą esencję, która pod naszym spojrzeniem zyskuje za każdym razem nowy, coraz szlachetniejszy i bogatszy smak.

Susan Sontag w esejach „O fotografii” napisała, że poczucie nieosiągalności, które można wywołać zdjęciem, przypomina podsycanie uczuć erotycznych poprzez mnożenie przeszkód na drodze do połączenia się z przedmiotem westchnień. Jeśli tak, to  Nowickiego pisanie o fotografiach niebywale poczucie to potęguje.

* Odbicie. Lukullusowa uczta dla więcej niż dwóch osób, nie ulegać łakomstwu. Skubać i przeżuwać z atencją; ok. 55 zł. Ciąg dalszy nastąpi.

Wojciech Nowicki, „Odbicie”, Wołowiec 2015
Fotografia tytułowa: American Horror Story, Fox TV

Zobacz, o czym jeszcze piszemy

Nie ma jeszcze komentarzy. Zmień to!

Zostaw komentarz