Kino

Why so serious? O irracjonalnej recepcji „Nieracjonalnego mężczyzny” Woody’ego Allena

11 października 2016
woody allen nieracjonalny mężczyzna recenzja

Problem recepcji „Nieracjonalnego mężczyzny” polega na tym, że wszyscy krytycy wzięli ten film bardzo serio. Zamiast się troszkę na seansie rozluźnić, ze wstydu chowali twarz w dłoniach a potem całkiem poważnie analizowali nie tylko motywy działania bohaterów (tzw. psychologizm postaci), ale również prawdopodobieństwo ich zaistnienia w świecie rzeczywistym (czy Allenowi naprawdę się wydaje, że tak wygląda życie na kampusie?!). Pieczołowicie wytknęli również dziadkowi Woody’emu braki w scenariuszu (jakby pisanemu przez średnio uzdolnionego adepta kursów kreatywnego pisania) oraz anachroniczny sposób, w jaki ten film nakręcił (zapewne spieszył się do domu oglądać mecz w tv). Te dąsy mają niestety takie samo uzasadnienie jak pukanie się w głowę nad ucieczką Wojciecha Zdarzyńskiego balonem na księżyc. Zamieszkany przez Sielan. W 1785 roku…! Hola, hola, jaki księżyc, jacy Sielanie?!

Przywołanie tu bohatera jednej z powieści Krasickiego ma charakter symboliczny i przypadkowy o tyle, że za przykład równie dobrze mógłby posłużyć „Kubuś Fatalista” Diderota albo inna powiastka filozoficzna. Bo za taki właśnie gatunek uznać trzeba „Nieracjonalnego mężczyznę”. A właściwie za tego gatunku pastisz. I to ze wszystkimi charakterystycznymi dla niego cechami: schematyzmem fabuły, uproszczonym rysunkiem bohaterów oraz ich niekonsekwencją motywacyjną.

Nienawidzę tego robić, ale pokrótce zarysuję historię, jaką opowiada Allen. Wykładowca akademicki i pisarz, Abe Lucas (Joaquin Phoenix) rozpoczyna pracę na uniwersytecie, na którym studiuje już ze swoim chłopakiem Jill (Emma Stone). Zanim jeszcze Abe pojawi się w campusie już jest o nim głośno (ach, te ploteczki). Abe okazuje się popijającym smutasem, w którym kochają się nie tylko koleżanki z pokoju nauczycielskiego (również popijające), ale także niektóre studentki (ku przestrodze rodziców). Jill, pochwalona przez profesora za wprawnie napisany esej, zaprzyjaźnia się z panem od filozofii, prowadząc przeciągłe dyskusje podczas niekończących się spacerów po kampusie i okolicach. Podczas jednego ze wspólnych posiłków Abe i Jill przysłuchują się w restauracji rozmowie, w której łkająca kobieta przeklina bezlitosnego sędziego próbującego (podczas rozprawy rozwodowej) przyznać opiekę nad dzieckiem jej byłemu mężowi. Bohaterowie dochodzą do wniosku, że ktoś taki jak sędzia Spangler powinien zapaść się ze wstydu pod ziemię. A najlepiej – umrzeć.

„Mdła komedia przegryzana Nieracjonalny mężczyzna Woody Allen plakat filmowyniedogotowanym kryminałem”, podsumował „Nieracjonalnego mężczyznę” naczelny Filmwebu Michał Walkiewicz dodając, że dla niego „cały pierwszy akt jest anachronicznym kinem, w którym światopogląd bohaterów charakteryzuje się poprzez sceny akademickich dyskusji”. Owszem, tak jest, ale nie można robić zarzutu reżyserowi, że korzysta z prawideł gatunku, w ramach którego nakręcił swój film. Czy ktoś krytykuje Tarantino za to, że został na jego filmie obrzucony krwawiącymi fragmentami kończyn?

Zamiast narzekać na niemrawość intrygi (czy w „Kosmosie” Żuławskiego porywać ma intryga z wróblem w roli głównej?) warto przysłuchać się wysmakowanej, gombrowiczowskiej wręcz ironii, którą Allen nasycił cukierkowe dialogi swoich bohaterów oraz dostrzec zamierzony idiotyzm sytuacji, w które ich wpakował. Weźmy choćby scenę, w której Roy uroczyście – w obecności rodziców – wręcza Jill urodzinowy sweterek (z jednej z pierwszych scen wiemy, że sam już taki twarzowy sweterek od Jill dostał). Ta finezyjnie kąśliwa choć urocza kpina z mdłej relacji, która łączy tę parkę jest doskonałą satyrą na mieszczaństwo. Albo scena z uczelnianej imprezy, na której grupka studentów chce poczuć dreszczyk emocji bawiąc się rewolwerem… Przecież większość z tego, co w tak nobliwy sposób mówią i co wyczyniają ci na pozór stateczni bohaterowie nijak nie przystaje do temperatury emocji, którą powinni w danej sytuacji zdradzać (podejrzenia Roya o romans Jill z profesorem, ich rozstanie, morderstwo, śmierć…), co czyni z nich marionetki, postaci komiczne, molierowskie.

Postacie, konflikty i układ zdarzeń traktowane są w „Nieracjonalnym mężczyźnie” zupełnie jak w filozoficznej powiastce z XVIII wieku – żartobliwie, z zaznaczeniem ironicznego dystansu, który wskazuje, że elementy fabularne mają tu wartość jedynie pretekstową, natomiast rolę pierwszoplanową odgrywają ukryte za nimi treści moralistyczne i sugestie filozoficzne. Wkładając w usta bohaterów absurdalne wypowiedzi, Allen podkłada po prostu minę pod wzorce obyczajowe i szkodliwe schematy myślenia, które go drażnią i mierżą.

Zanim jednak o tych treściach moralistycznych i sugestiach filozoficznych, chciałam jeszcze zwrócić uwagę na wzajemną „edukacja sentymentalną” uczennicy i jej mistrza. Jill i Abe to sportretowani w krzywym zwierciadle perypatetycy (ba! przeglądają się w tych zwierciadłach w wesołym miasteczku jakby reżyser puszczał do nas oko). Abe ewidentnie skonstruowany jest na kanwie sentymentalnej, Russowskiej koncepcji losu bohatera, polegającej na przemianie, oświeceniowej konwersji potraktowanej u Allena à rebours, która dokonuje się właśnie w zetknięciu z Jill i pod jej wpływem. Nauczyciel, niczym Hrabia pod wpływem Podolanki Krajewskiego, doznaje oświecenia – łamie obyczajowe konwencje oraz normy społeczne, upatrując w tym sensu swojej egzystencji.

Na płaszczyźnie filozoficznej głównym zagadnieniem jest właśnie zderzenie tych dwóch postaw. Abe i Jill zgadzają się (w teorii), że najlepiej byłoby uśmiercić sędziego Spanglera. Profesor w nagłym przypływie sił witalnych postanawia to zrobić, wprowadzić ideę w czyn, co ostatecznie pogrąża go nie tylko wobec własnej uczennicy. Jill jest uosobieniem sztuki dla sztuki, tezy Abe’a o całej tej eleganckiej gadaninie, filozofii, która jest niczym więcej jak werbalną masturbacją. Jej rozstanie z Royem jest tak samo mało przekonujące jak miłość do Abe’a. I o to chodzi, bo w świecie sportretowanym przez „Nieracjonalnego mężczyznę” wszystko dzieje się w słowach co sprawia, że można go odczytać np. jako satyrę na amerykańską dyplomację. Abe jest w końcu człowiekiem czynu, byłym żołnierzem, jeździł po świecie walcząc o zmiany dopóki jego przyjaciel nie zginął rozerwany przez minę. Tłumi w sobie gniew, który ostatecznie popycha go do działania. Jill to z kolei rozpieszczona, wypielęgnowana przez rodziców mimoza, której największym szaleństwem okazuje się uwiedzenie profesora a następnie opisanie historii tego romansu w dziewczyńskim pamiętniczku, który odczytywać będzie podczas ckliwych chwil spędzonych nad brzegiem morza.

Być może „Nieracjonalny mężczyzna” to tylko fraszka, zabawka, Allenowskie świecidełko. Jak ta mała latareczka wygrana przez Abe’a na loterii, która go ostatecznie gubi. Ale w swoim gatunku lśni. Bo czemu znowu wszystko musi być tak serio?

 

Krytycznie i bardzo serio napisano o filmie m.in. w „Guardianie”, „The Atlantic”, „Dwutygodniku” oraz serwisach filmweb.pl, polskatimes.pl, wyborcza.pl

Zobacz, o czym jeszcze piszemy

Nie ma jeszcze komentarzy. Zmień to!

Zostaw komentarz