Kino

Włamywanie się w Realne. Kieślowski, Żuławski i Nölle na Netia OFF Camera

13 maja 2016
Fot. Klaudia Kubis

Mnie też się podoba „Kosmos”. Mogłabym tu spokojnie powtórzyć za Sadowską, Sobolewskim czy Vargą wszystkie trafne spostrzeżenia oraz argumenty za tym, że spotkanie Żuławskiego z Gombrowiczem okazało się niezwykle udane. Niewątpliwie. Ze zderzenia z nieprzekładalną, jak się wydawało, na język filmu powieścią, wydobył dla nas Żuławski uciechę godną bohaterów „Crash” Cronenberga.

Uciechę bogatszą o dodatkowe fetysze stanowiło z kolei obejrzenie „Kosmosu” na festiwalu Netia OFF Camera obok dwóch innych filmów. Starego i Nowego oczywiście, ot tak, w klasycznej gombrowiczowskiej dychotomii. Filmy te, formalnie odległe od „Kosmosu” o całe lata świetlne, są jednocześnie – w detalach, znakach i poszukiwaniach – niezwykle sobie bliskie. Mam tu na myśli „Podwójne życie Weroniki” Kieślowskiego oraz szwajcarski „Aloys” Tobiasa Nölle.

Być może Żuławski i Nölle robią na mnie dziś tak duże wrażenie, bo całe lata 90-te z charakterystyczną dla nastolatki gorączkową pasją i w olśnieniu oglądałam Kieślowskiego. A gdy potem trafiła w moje ręce „Gra w klasy” Julio Cortázara, z tą samą obsesją znaków (sznurki, mobile, liście, dłonie, czerwone szmatki), podwójności (Horacio vs Traveler, Maga vs Pola, Doppelgänger) i metanarracji, dla mojej wyobraźni było już pozamiatane.

Phone-walking, śmierć i dziewczyna

Veronique dostaje znak. Nie tylko od Weroniki. Ktoś przysyła jej sznurek i kasetę z dziwnym nagraniem. W środku nocy odbiera głuche telefony. Po drugiej stronie słuchawki ktoś włącza niepokojącą muzykę. Gdy zdecyduje się rozgryźć wskazówki i podążyć za nimi, odkrywa tego, kto bawi się w tworzenie opowieści. Alexander, posłaniec i demiurg (kukiełkarz i pisarz!), pomaga jej zrozumieć swój los a jednocześnie na niego wpływa.

Witold dostaje znak. Ktoś wiesza martwego wróbla przy ścieżce. W pensjonacie, w którym się zatrzymuje, by powtórzyć materiał do sesji, pracuje dziewczyna ze zniekształconą wargą. Śliską, wymykającą się, wskazującą na jakieś wypaczenie, odrębność, aberrację. Usta Catherette odbijają się w doskonałych ustach Leny, córki właścicielki pensjonatu, z którą „zaczęło się od rąk, jak zawsze”. Witold euforycznie zbiera pozornie odległe od siebie elementy i buduje z nich (o)powieść, nadaje im sens.

Aloys, dziwak i socjopata, też dostaje znak. Na co dzień, jako prywatny detektyw, śledzi i nagrywa ludzi. Zresztą nie tylko ich. Filmuje wszystko, co mu się przytrafia, ze śmiercią ojca włącznie (a więc buduje narrację, nadaje często przypadkowym wydarzeniom sens). Pewnego dnia upija się do nieprzytomności i spędza noc w autobusie. Ktoś kradnie mu kamerę, ale pozostawia trop – kasetę z nagraniem. A potem zaczyna dzwonić, by pozostawić wskazówki. Aloys podąża ich śladem, budując sobie w głowie historię, równoległy świat, w którym zaczyna żyć, tracąc rozeznanie w tym, co dzieje się naprawdę.

Niebezpieczne pożądanie harmonii

Cała trójka prowadzi gorączkowe poszukiwania sensu w informacyjnym szumie. I wszystkich doprowadzają one do odkrycia miłości. To, jak Alexandre bawi się z Veronique dostało po latach swoją etykietkę od Tobiasa Nölle – phone-walking. Vera, chcąc wyprowadzić z równowagi dziwacznego, wycofanego Aloys Adorna, dzwoni do niego i prowokuje, by zaczął sobie wyobrażać, kim może być. By zobaczył jej świat i ich spotkanie. Aloys, dotąd bierny, wycofany, ale podstępny i poniekąd drapieżny w swym uporze voyeur, sam staje się ofiarą prześladowań, ale coraz przyjemniejszych. Z początku czuje się osaczony jak Laurent w „Ukrytym” Hanekego. Jest pod ciągłą obserwacją. W końcu jednak Patrzenie / Prześladowanie staje się Pożądaniem.

Można film Tobiasa Nölle odebrać jako doraźną, krytyczną przypowieść o miłości w czasach mediów społecznościowych, o zapośredniczeniu naszych kontaktów i lęku przed bezpośrednią relacją z drugim człowiekiem przy nieustannej za nim tęsknocie. Osobiście wolę jednak czytać „Aloys” poprzez „Fragmenty dyskursu miłosnego” Barthesa. Albo nawet to, co o Barthesie, posiłkując się Lacanem, pisał Michał Paweł Markowski:

Człowiek tym różni się od zwierzęcia, które nie wykracza poza poziom Poczucia siebie, że jest Samowiedzą, to znaczy sam jest siebie świadomy. A świadomy jest sam siebie, gdy może powiedzieć „Ja”. Kiedy jednak rodzi się owo „Ja”? Wówczas, gdy człowiek przechodzi od kontemplacji przedmiotu, w której się zatraca, do Pożądania, gdy jest poprzez Pożądanie „przywołany do siebie”. To Pożądanie pozwala człowiekowi powiedzieć „Ja” i jednocześnie zmusza do zaspokojenia pragnienia, co dokonać się może jedynie przez negację: przekształcenie pożądanego przedmiotu.

Aloys nie jest pewien, czy woli pozostać ze swoim wyobrażeniem o Verze i szczęśliwym życiu, które zaczął już prowadzić z jej Głosem w uszach, czy spotkać Verę (Vera Icon, Veronique) prawdziwą. Bo Very, jak Weroniki, są dwie.

„Kosmos” Żuławskiego nie daje nam jednoznacznego zakończenia – co więcej, wpisuje całą historię a autotematyczny nawias pokazując aktorów przygotowujących się do odtwarzania swoich ról. W „Podwójnym życiu Weroniki” wszystko odbija się we wszystkim. Nawet zbyt pięknie, zbyt dobrze, zbyt naiwnie, jak wielokrotnie dwadzieścia lat temu pisali krytycy.

Wyjść, wyjść, jak najprędzej!

Istota ludzka może więc się ukonstytuować tylko wtedy, gdy naprzeciw siebie staną dwa Pożądania, z których każde zmierzać będzie do tego, by zostać uznane przez drugie – pisze dalej we wstępie do „Fragmentów…” Markowski. (…) Pragnienie ludzkie to pragnienie Innego, powiada Lacan, i oznacza to, że pragnienie jest pragnieniem innego pragnienia, oraz to, że „padło ono łupem języka”. Pragnienie jest więc (…) prawdziwym a priori języka, co oznacza, że konstytucja Ja, czyli uznanie przez innych (albo odbicie w innych) dokonuje się w sieci innych dyskursów/ dyskursów innych (czyli Innego). Podmiot pragnienia dąży do tego, by owo pragnienie zostało rozpoznane przez innych. Ale posługując się mową, wchodząc w zewnętrzny wobec niego porządek mowy, nie panuje nad nią i uzależniony jest od miejsca, w którym jego pragnienie zostaje usłyszane, rozpoznane i uznane. Tym miejsce, wpisanym w symboliczny porządek języka, jest właśnie Inny.

„Fragmenty dyskursu miłosnego” i fragmenty z Markowskiego (nie tylko we fragmentach) doskonale interpretują wszystkie trzy obrazy. Ale nie tylko to, bo dla „Podwójnego życie Weroniki, a bardziej dla „Kosmosu” i „Aloys” doskonałym podsumowaniem wydaje się coś, co dla twórczości Gombrowicza (w interpretacji Markowskiego) charakterystyczne jest w ogóle.

Życie na tym polega, czytamy „Czarnym nurcie…”, że odsłania się w nim wcześniej czy później coś, czego nie daje się zsymbolizować, a co symbolizacji się domaga, gdyż inaczej jest nieznośne. Włamywanie się w Realne, tak boleśnie traumatyczne, możliwe jest jedynie za pomocą języka, a tym samym porządku Symbolicznego, który pojawia się wraz z językiem. U Gombrowicza bowiem zawsze ktoś albo coś patrzy i jest to patrzenie, które dociera z przestrzeni nieopanowywalnej, przestrzeni symbolicznego wywłaszczenia. U Gombrowicza najdotkliwiej pa(t)rzy (to znaczy, patrzy i parzy jednocześnie) kultura, pa(t)rzy język, stąd dotknięcie najbardziej dojmujące dokonuje się nie poprzez macanie, lecz poprzez język. Ucieczka przed Realnym, czyli Traumą (niezależnie od tego, czym to jest): oto, według mnie, główny temat twórczości Gombrowicza i główny temat psychoanalizy Lacanowskiej. „Wyjść, wyjść, jak najprędzej” (Ferdydurke): u Gombrowicza słyszymy to bardzo często, od Ferdydurke, przez Dziennik, po ostatnią powieść. Wyjść z braku relacji, braku odniesienia, samotności wreszcie — oto cel działań niemal wszystkich Gombrowiczowskich bohaterów i samego Witolda Gombrowicza, który, „skazany na samotność”, bardzo z powodu tej samotności (która jest traumą w życiu człowieka największą) cierpiał.

Zobacz, o czym jeszcze piszemy

2 Komentarze

  • Odpowiedz FrancisPoopy 12 stycznia 2017 at 23:48

    Bardzo fajna strona, znalazłam tutaj mnóstwo fajnych materiałów które poszerzyły moją wiedzę. Fajnie że są w sieci takie strony.

  • Zostaw komentarz